Może po prostu wyłączę ten świat

Share
Może po prostu wyłączę ten świat

Od ponad tygodnia budzę się w tej samej pętli.

Rosja. Drony. Alarm. NATO. Granica. Minister. Ekspert. Drugi ekspert. Trzeci ekspert, który mówi coś zupełnie innego niż dwóch poprzednich - z tą samą betonową pewnością.

Po tygodniu łapię się na tym, że nie zastanawiam się już, czy będzie wojna. Zastanawiam się, czy jeszcze potrafię odróżnić zagrożenie od hałasu, który kręci się wokół niego jak muchy wokół lampy.

Żeby było jasne: to nie jest wymysł

Nie piszę tego jako facet, który uważa, że „media straszą, a nic się nie dzieje". Dzieje się. Konkretnie:

  • 13 września rosyjski dron trafił w lokomotywę pociągu Kijów-Warszawa. Dwa kilometry od polskiej granicy. W składzie ponad dwieście osób, nikomu nic się nie stało. Inny dron walnął w stację benzynową jakieś 800 metrów od przejścia w Dorohusku. Polska granica - według wojska - nienaruszona.
  • 14 września wojsko wyłowiło z morza pod Jarosławcem drona, który według szefa MON jest rosyjskim bezzałogowcem wojskowym.
  • 17 września kolejny dron spadł około 4 km od granicy. RCB wysłało alerty na Lubelszczyznę i Podkarpacie. Tego samego dnia premier powiedział w Sejmie, że według wywiadu Rosja planuje hybrydowe uderzenia dronami i rakietami w kraje wspierające Ukrainę. Z Polską włącznie.
  • 19 września znowu podrywali myśliwce. Przestrzeń powietrzna nienaruszona.
  • Do końca listopada w całym kraju obowiązuje stopień alarmowy BRAVO.

To wszystko prawda. I właśnie dlatego chcę informacji. Nie spektaklu.

Pięć minut telewizji informacyjnej

Włączasz. Pięć minut. Dziesięć. I już czujesz, jak z tyłu głowy zaczyna pulsować.

Poseł przekrzykuje posła. Drugi mówi, że pierwszy kłamie. Trzeci, że obaj manipulują. Ktoś wyciąga wypowiedź sprzed pięciu lat, ktoś inny macha dokumentem. Potem ekspert mówi, że jest bardzo poważnie. Potem następny, że nie ma co panikować.

Weź z tego, człowieku, coś zrozum.

Serio. Wyciągnij z tego informację. Nie opinię. Nie narrację partyjną. Nie emocję. Informację.

  • Co się dzieje?
  • Jak poważne to jest?
  • Co jest potwierdzone?
  • Co jest tylko jednym z możliwych scenariuszy?
  • Czego po prostu nie wiemy?

Pięć pytań. Na żadne nie dostaję odpowiedzi w prime time.

Nie chodzi o to, żebyś wiedział. Chodzi o to, żebyś patrzył.

Mam coraz silniejsze wrażenie, że cel jest inny. Żebyś został jeszcze pięć minut. Kliknął. Przeczytał. Wkurwił się. Przestraszył. Wysłał komuś link z dopiskiem: „Kurwa, widziałeś to?".

I to działa.

Nie dlatego, że w jakiejś piwnicy siedzi złoczyńca z kotem na kolanach i planuje, jak przestraszyć Polaków. Mechanizm jest nudniejszy i przez to skuteczniejszy:

  • strach trzyma uwagę,
  • gniew trzyma uwagę,
  • niepewność trzyma uwagę,
  • a media żyją z uwagi.

Koniec analizy. Nie trzeba spisku. Wystarczy model biznesowy.

Zmęczony. Nie przestraszony.

To chyba najgorsze w tym wszystkim. Nie strach. Zmęczenie.

Zmęczenie kolejnym „przełomowym dniem". Kolejnym „najpoważniejszym kryzysem". Kolejnym gościem w studiu, który mówi, że teraz to już naprawdę wszystko się zmieniło.

Bo wszystko zmienia się podobno co tydzień. Potem przychodzi następny tydzień i dalej nie wiem, czy jesteśmy bliżej katastrofy, czy po prostu dostałem kolejną działkę adrenaliny.

Polski sport narodowy: kłótnia na tonącym statku

Mamy do tego jakiś wrodzony talent. Największe awantury odpalamy dokładnie wtedy, kiedy człowiek chciałby zobaczyć odrobinę powagi. Jakbyśmy na pokładzie tonącego statku musieli jeszcze ustalić, kto pierwszy źle zaparkował szalupę.

Wiem, polityka to konflikt. Demokracja to spór. Różne interesy, różne poglądy. Tak ma być, nie jestem naiwny.

Ale czasem patrzę na tę napierdalankę i myślę tylko jedno:

Panowie. Pięć minut. Przestańcie się żreć na pięć minut.

Bo pod tym całym wrzaskiem są ludzie. Z dziećmi. Z rodzicami. Z ratą kredytu, z firmą, z robotą, z chorobami. Z własnymi małymi wojnami, które prowadzą codziennie bez kamer i bez pasków. Oni nie potrzebują czterech godzin studia. Potrzebują jednego komunikatu:

Tyle wiemy. Tego nie wiemy. To jest realne zagrożenie. To jest możliwy scenariusz. Tego dziś nie da się potwierdzić. Na dziś sytuacja wygląda tak.

Naprawdę tak trudno?

Najlepsze, że po ataku z 13 września sam premier powiedział o części krążących doniesień mniej więcej tyle: nie twierdzę, że to nieprawda, ale my tego nie potwierdzamy. Nawet rząd musiał studzić to, co zdążyło się już rozlać po ekranach.

Co już odciąłem

  • Dużą część social mediów.
  • Tysiące komentarzy ludzi, którzy po trzydziestosekundowym filmiku zostają generałami, ekonomistami i geopolitykami jednocześnie.
  • Faceta z wilkiem na profilowym, który wytłumaczy mi, jak naprawdę działa Kreml.
  • Wojny w komentarzach.

Telewizję włączam czasem. I prawie zawsze po chwili przypominam sobie, dlaczego jej nie oglądam.

Strach z dostawą do domu

Najgorsze jest to, że od tego nie da się uciec. Nie musisz już szukać strachu. Przyjdzie sam. W telefonie. W powiadomieniu. W miniaturce. W tytule wielkimi literami:

PILNE. ALARM. CO DALEJ Z POLSKĄ? CZY GROZI NAM WOJNA?

Nawet jak nie klikniesz, porcję już dostałeś. Już wiesz, o czym będziesz myślał przed snem.

Wyłączyć. Ale co dokładnie?

Uczciwie: nie twierdzę, że zagrożenia nie ma. Świat nie zrobił się nagle bezpieczny. Rosja nie jest postacią z filmu. Są rzeczy, które trzeba śledzić na serio.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie uwiera. Ten sam premier mówił w Sejmie, że strategia Kremla polega też na osłabianiu naszej woli oporu. Zmęczone, zobojętniałe społeczeństwo to dla nich prezent. Więc „wyłączam świat" brz